
Miało być o Seven Sciences of Plenty, ale nie będzie. Muszę jeszcze posłuchać, tym bardziej, że mój „smak muzyczny” znów ulega jakby lekkiemu przeobrażeniu – odchodzę od elektroniki (to już od jakiegoś czasu) w kierunku gitar i to coraz mocniejszych (ale cały czas z okolic postrocka). Aktualnie zasłuchuję się w Jesu i wspomnianych SSoP, w kolejce czekają klasycy: Pelican, Isis itp. Wiem, wiem – nie wypada nie znać...Ale jakoś do tej pory nie było okazji, a na dobrą muzykę nigdy nie jest za późno, jak mawia wujek Józek. Wic prawdopodobnie w niedługim czasie notka o powyższych, a tymczasem proponuję krótką wyprawę na wschód, poprzedzoną pewnym przemyśleniem…
„Postrock”, jak każda szufladka robi sie z czasem coraz bardziej obszerna i trafiają tam rzeczy odległe od pierwotnych „założeń”, czasem bliżej „rock”, czasem bliżej „post” (?), a czasem…no właśnie.
Zespół Moya pochodzi z Białorusi i jest jednym z dowodów na to, że za naszą wschodnią granicą wcale nie jest tak strasznie jak się powszechnie uważa. Przynajmniej w muzyce. Nota bene czytałem niedawno w jakiejś gazecie (lub czasopiśmie) obszerny artykuł o białoruskiej scenie niezależnej – tam naprawdę dużo się dzieje i warto przyjrzeć się temu bliżej, a może być łatwiej niż by się wydawało, bo oni są tam niemiłosiernie tłamszeni i często „emigrują” do nas. Nie wiem, czy zespół Moya również jest tłamszony przez system, ale może mają więcej szczęścia niż inni, bo nie śpiewają, więc władza nie bardzo ma się do czego przyczepić. Skoro nie śpiewają to pewnie grają. Ano grają. A jak grają? Chyba najlepiej będzie, jak sami powiedzą:
„Mozart + Mono, Chopin + Clann Zu, Dvorak + Do Make Say Think, Grieg + Godspeed You! Black Emperor = Moya”
Tak stoi na ich stronie. Od siebie mogę dodać, że zdecydowanie przeważają „człony pierwsze” podanych par, czyli przewaga nowoczesnej klasyki nad nowoczesną muzyką gitarową. Takie fortepianowe pitolenie, na dłuższą metę raczej nużące, ale może komuś podpasuje. Niewątpliwie jest to coś nowego (no, może nie w sensie odkrywczości, ale częstotliwości występowania na pewno). W każdym razie warto sprawdzić, chociażby jaklo ciekawostkę i pewien wyznacznik „muzyczności” naszych wschodnich sąsiadów, a sprawdzić łatwo, ponieważ tutaj można ściągnąć całe demo, za friko :)
Uwaga 1: dla „niebukwowych” użytkowników internetu, mimo że strona dość prosta i przejrzysta, po prawej mało widoczny link „english”
Uwaga 2: Demo nie jest spakowane do jednego pliku, trzeba ściągać pojedyncze empetrójki, co przy ilości 17 (słownie: siedemnastu) może być nieco nużące, jeśli chcecie ściągnąć wszystkie (ja na przykład nie uznaję słuchania albumów „po kawałku”. To jak czytanie co drugiej strony w książce), w takim wypadku polecam wielce ułatwiające życie rozszerzenie do Firefoxa – „Down them all”. Nie, Firefox, ani autor rozszerzenia nie płacą mi za reklamę. Po prostu uważam, że to dobra przeglądarka i bardzo użyteczne rozszerzenie (gdyby ktoś nie wiedział ;) )
Uwaga 3: Nie wiem, jaka jest „polityka wydawnicza” zespołu, ale jeszcze tydzień temu na stronie było dwa razy więcej utworów (wcześniejsze demo + jakieś luźne kompozycje), teraz znikły, wiec jeśli ktoś po powyższym tekście nabrał apetytu, to radzę na wszelki wypadek się pospieszyć.
Miłego odsłuchu, nie zapomnijcie podzielić się wrażeniami!